Porządek jest dla ludzi, nie - ludzie dla porządku

Istnieje coś takiego, co niektórzy określają mianem "emocjonalnej tolerancji rodziców na bałagan i hałas". Żywotność, ruchliwość i głośne zachowanie są konsekwencjami spontanicznego testowania możliwości najmłodszych. Efektem tego jest bałagan i hałas. "Emocjonalna tolerancja rodziców" to granica chaosu spowodowanego wyżej wymienionymi zachowaniami dzieci, przy której dorosły jest w stanie normalnie funkcjonować (np. nie musi wyjść albo nie ma ochoty uciekać lub krzyczeć).

Wydaje się, że ta granica jest odczuwalna subiektywnie. Zależy w dużej mierze od okoliczności, konkretnej sytuacji i osób w niej uczestniczących. Rzutują na nią doświadczenia z przeszłości, w szczególny sposób to, jak był wychowywany aktualny dorosły.

Część ludzi zostało wychowanych według schematu: porządek ponad wszystko. Ci, którzy żyli w presji porządku we własnym dzieciństwie, mają teraz wrażenie, że bez tego nie da się żyć. Nie znoszą bałaganu do tego stopnia, że nie potrafią w nim normalnie funkcjonować. Zanim nie posprzątają, nie podejmują się żadnej innej czynności. Nie potrafią też (czy może raczej nie chcą) przerwać swoich obowiązków porządkowych, na rzecz "mało ważnych" potrzeb dzieci. Jeżeli już dziecięca nieustępliwość ich do tego zmusi, mocno się irytują. Na ich postawę wpłynęła presja, z jaką byli traktowani i tę presję przenoszą automatycznie na dzieci. Nie jest łatwo wykluczyć ze swojego życia takiej postawy, gdyż jest ona głęboko zakorzeniona. Niemniej jednak poukładanie tematów: porządku i relacji z dziećmi, a do tego dobre postanowienia oraz każda próba podjęcia walki, już są krokiem na przód.

Sam porządek, jako zadanie wychowawcze, jest czymś dobrym. Trzeba tylko znaleźć różnicę między porządkiem w złym znaczeniu (psychicznym uzależnieniem od porządku, które nie zawsze idzie w parze z ogólnym uporządkowaniem), a porządkiem w zdrowym sensie. Chociaż nie jest to wartość najwyższa, to bez niej realizacja konkretnych zadań bywa nie efektywna. Warto zacząć od zadania sobie pytania, jaki jest cel porządku. Czy chodzi o zaspokojenie potrzeb rodziców, związanych z komfortem (psychicznym i fizycznym: nie ma bałaganu - nie muszę sprzątać). Czy też będziemy dążyć do kompromisu: akceptujemy bałagan, bo jest to naturalna konsekwencja każdej działalności dziecięcej, zwłaszcza zabaw ruchowych; ale normalnym nawykiem (który warto wyrabiać u dzieci) jest posprzątanie po zabawie. Zabawę można rozumieć, jako pracę dzieci. Przykładowo: elementem dobrze wykonanej pracy intelektualnej jest jej logicznie uporządkowany przebieg i zakończenie, a elementem zakończenia - nie chaos, tylko - podsumowanie, końcowe wnioski. Praca stanowi uporządkowany proces. Im bardziej jest ona celowa, tym większe znaczenie dla jej skuteczności będzie miało zastosowanie pewnych algorytmów i reguł (często nieformalnych i nieuświadomionych a jednak konsekwentnie stosowanych).

Malarz zanim zabierze się do malowania, musi przygotować paletę, sztalugi, pędzle. Podejmuje decyzję, co będzie malował i jaką techniką. Działa według dobrze znanych mu reguł rzemiosła. Są one po to, żeby pracował skutecznie. Stosowanie się do powszechnych reguł to przykład mniej lub bardziej uświadomionego uporządkowania. Zwiększa ono skuteczność w osiągnięciu celu danej działalności, niezależnie od tego, czy będzie to praca intelektualna, fizyczna, czy po prostu gra towarzyska lub zabawa. Jak motywować dzieci i siebie do porządku?

Rodzice, którzy chcą mieć w miarę uporządkowane dzieci, sami muszą dać im dobry przykład, praktykować porządek na miarę swoich możliwości i wymagać od nich praktyki porządku. Jeżeli będziemy ciągle wyręczać dzieci, czyli sprzątać za nie, odbierzemy im możliwość kształtowania tego cennego nawyku. Może się utrzeć opinia, że "my (dzieci) powinniśmy sprzątać", ale "i tak zrobi to mama". Sprzątanie w wykonaniu "kogoś innego" ma prawie same zalety: jest skuteczniejsze, szybsze i wygodniejsze. Ma jednak zasadniczą wadę: urasta do rozmiarów zadania niewykonalnego, jeżeli jest dziecku zupełnie obce. Konsekwencją jest unikanie tej nieprzyjemnej czynności i postawa akceptacji bałaganu, która może utrwalić się w przyszłości.

W natłoku drobnych czynności, które wykonujemy codziennie, bałagan jest utrudnieniem życia, które i bez tego jest dosyć skomplikowane. Skoro więc możemy coś zdziałać na tym polu, warto spróbować. Cnotę porządku najlepiej zacząć kształtować od najwcześniejszych lat. Okres szczególnej wrażliwości na naukę porządku przypada na wiek od 2 do 4 lat. Kształtuje się wtedy osobowość dziecka. Jest ono bardzo wrażliwe na pochwały. Lubi zwracać na siebie uwagę. Łatwo podsunąć mu pomysły na dobre zachowania, bo chętnie naśladuje. Rodzice są dla niego wzorem, całym światem i głównym punktem odniesienia.

W późniejszym wieku będziemy się musieli więcej wysilić, żeby nauczyć dziecko porządku. Jednak do okresu dorastania (około 12 lat) możemy jeszcze na nie wpływać. W wieku szkolnym ma ono silną potrzebę przezwyciężania siebie. Sprzątanie po sobie jest do tego doskonałym wyzwaniem. Przypadają okresy sensytywne, co do hojności, pracowitości i odpowiedzialności. Dbając o porządek w swoim życiu (również w sensie panowania nad czasem, czyli punktualności) młody człowiek uczy się ponosić odpowiedzialność za rzeczy materialne i niematerialne, którymi dysponuje. Z kolei hojność, to argument na rzecz innych: rodziców, rodzeństwa, kolegów.

Zadanie walki o porządek jest trudne w realizacji. Zwłaszcza w sytuacji, gdy niewiele udało się osiągnąć we wczesnym dzieciństwie, w wieku szkolnym i później, z czasem będzie to coraz trudniejsze. Wiele trudnych sytuacji z dziećmi ma swoje źródło w nieuporządkowaniu i niedojrzałości dorosłych. Na wychowanie nigdy nie jest za późno, dlatego sami rodzice mogą wejść w projekt poprawy nawyków w zakresie porządku. Warto włożyć wysiłek w wychowanie i samowychowanie, planując konkretne zadania i egzekwując od wszystkich członków rodziny ich wykonanie.

Można tutaj zastosować znaną zasadę, stosowaną w przedsiębiorczości i zarządzaniu. Nazywa się ona "teoria "Z". Mówi o współpracy grupy osób w osiąganiu wspólnych celów. Istotne jest jednakowe zaangażowanie wszystkich osób (w zależności od swoich możliwości). Zakłada się też, że uczestnictwo jest dobrowolne. Rodzice powinni inteligentnie motywować dzieci do tego, by same chciały uczestniczyć w danym przedsięwzięciu. Wszystkich członków rodziny obowiązują te same zasady. Można wyznaczyć konkretne punkty walki o porządek, np. odkładanie na miejsce brudnych ubrań, ścielenie po sobie łóżek, pomaganie przy posiłkach, pomaganie w zmywaniu lub zapakowaniu zmywarki (dyżury).

W teorii "Z" ważna jest atmosfera zaufania, radości, delikatności, lojalności i współpracy. Jeżeli tego nie ma, wspólnym dążeniem powinno stać się również polepszenie współżycia w rodzinie: wszyscy stawiają sobie za cel nie podnosić głosu, nie krzyczeć. W przypadku, gdy rodzic niechcący podniesie głos, a dziecko zwróci mu uwagę: "Mamo: głos!", powinniśmy przeprosić. Zyska wtedy nasz autorytet w oczach dziecka i jego poczucie własnej wartości. Wszystkich obowiązują te same wcześniej ustalone reguły...

Działając w myśl zasady: "porządek jest dla ludzi, nie - ludzie dla porządku" mamy szanse obronić się przed "presją porządku", która stawia przedmioty ponad ludzi. Nie możemy jednak zapominać o tym, że porządek jest wyzwaniem dla naszego lenistwa i czyni pracę bardziej efektywną, a otoczenie bardziej znośnym. Jest to zatem coś, o co warto walczyć. Wobec psotnych maluchów i wyrachowanych starszaków, musimy zdobyć się na życzliwość, która polepszy relacje z nimi, będzie wzorem do naśladowania i ułatwi motywowanie ich do pracy nad charakterem (również w dziedzinie porządku). Postawa otwartości na współpracę z "młodym pokoleniem" może pomóc dorosłym poszerzyć ową "granicę tolerancji na bałagan i hałas". Co korzystnie zmieni ich wizerunek w oczach dzieci i, tym samym ułatwi pozytywne kojarzenie porządku.

Autor: Renata

Strona główna