Rehabilitacja

O niektórych dzieciach mówi się, że "to żywe srebra"; zawsze w ruchu, żywiołowe, wszędzie ich pełno. Przysparzają "wiele kłopotów" i są obiektem wielu komentarzy, zarówno życzliwych, jak i nieżyczliwych. Życzliwym komentarzem jest np. stwierdzenie: "aktywny maluch, to znaczy - zdrowy". Dobrze. Coś w tym jest. Można powiedzieć, że aktywne dzieci same się ćwiczą, same się rehabilitują, intuicyjnie dbają o częstą zmianę postawy (nie pozostają w biernym bezruchu), co wspomaga dobrą "przemianę materii". Ciągły ruch to dobre dotlenienie oraz pokrzepienie dla umysłu i ciała.

Dla odmiany są też i takie dzieci, które po wstawieniu do piaskownicy, stoją tam i patrzą. Kiedy je posadzimy - siedzą. Kiedy je postawimy - stoją. Kiedy jedziemy na spacer w określonym kierunku - akceptują to bez protestu i cieszą się, że po prostu są razem z rodzicami, rodzeństwem (rzadko taka postawa zdarza się u jedynaków lub dzieci pierworodnych, będących "oczkiem w głowie" mamusi, tatusia, babć, cioć itd.) i innymi ludźmi. Takie dziecko każdy chce mieć. Bywa jednak, że przyczyną "wzorowego" posłuszeństwa jest nie tyle temperament dziecka (chociaż tak też może być), ani też nie jest to szczególnie wypracowany sukces wychowawczy jego rodziców. Bywa tak, że spokojne dziecko "płaci" za swoją "spolegliwość" częstymi chorobami lub nieprawidłowościami w rozwoju psychoruchowym, czego efektem są wady postawy.

Odchylenia zdrowotne mogą być nie tylko przyczyną ale i skutkiem zbyt spokojnego zachowania dziecka. Może warto wybrać się ze spokojnym dzieckiem do kilku poradni specjalistycznych na badania profilaktyczne. Rodzice spokojnych dzieci powinni odwiedzić przede wszystkim poradnię ortopedyczną lub rehabilitacyjną. Warto też zabrać je do alergologa (dziecko często zapadające na infekcje może cierpieć na nadreaktywność oskrzelową astmę lub alergię), laryngologa (być może warto zbadać mu słuch i migdałki) i okulisty (niektóre "śpiące królewny" bujające w obłokach, mają wadę wzroku).

Najczęściej podczas profilaktycznych badań u pediatry, zwanych bilansem (dwulatka, czterolatka, sześciolatka itp.) można podzielić się swoimi rodzicielskimi spostrzeżeniami na temat aktywności dziecka lub jej braku. Lekarz niekoniecznie sam o to zapyta. Nie każdy lekarz rodzinny jest w stanie zauważyć drobne odchylenia typu koślawość kolan czy nierówne ustawienie nóżek ("efekt kolankowy"), zbyt słabe napięcie mięśniowe. Nie musi to wynikać z jego zaniedbania. Jeśli nie są komunikowane niepokojące sygnały od rodziców - trudno wszystko przewidzieć. Dziecko samo nie potrafi określić co mu dolega, a tym bardziej co może mu dolegać w przyszłości, jeżeli drobne wady nie będą w porę korygowane.

"Nasza najspokojniejsza córka w wieku dwóch lat została skierowana na konsultację ortopedyczną. Ortopeda potwierdził (dostrzeżone wcześniej przez pediatrę) wady nóżek: koślawość kolan oraz stopy płasko-koślawe. Dwuletniemu dziecku zalecono odpowiednie buty i wkładki ortopedyczne. Zostało ono równocześnie skierowane na rehabilitację i do stałej kontroli w poradni rehabilitacyjnej. Odbywając ćwiczenia rehabilitacyjne dziecko stawało się coraz bardziej aktywne (również poza salą gimnastyczną), a przy tym radosne i ożywione. Po kilku miesiącach ćwiczeń, zupełnie przypadkowo - podczas masażu rehabilitacyjnego, jedna z rehabilitantek zauważyła tzw. "efekt kolankowy". Dziecko leżąc na stole rehabilitacyjnym na plecach, z nóżkami od kolan opuszczonymi w dół stołu, sprawiało wrażenie jakby jedna nóżka (na odcinku od miednicy do kolanka) była krótsza od drugiej. Zostało to niezwłocznie zakomunikowane rodzicom. Ci przy najbliższej wizycie kontrolnej u ortopedy zwrócili na to uwagę lekarza. Ortopeda potraktował sprawę bardzo poważnie i zlecił na cito zrobienie zdjęcia rentgenowskiego. Na szczęście okazało się, że nóżka (ani kość) nie jest krótsza. Obie kończyny zostały dokładnie pomierzone i porównane. "Efekt kolankowy" (wrażenie różnicy długości nóg) powodowała inna wada postawy: przekrzywienie miednicy spowodowane skrzywieniem kręgosłupa... Kilka kolejnych lat rehabilitacji pomogło skorygować skrzywienie kręgosłupa, przekrzywienie miednicy i "efekt kolankowy".

Dzięki systematycznej rehabilitacji i regularnym konsultacjom ortopedycznym "u pana od nóżek" w wieku 4 lat nasza Madzia stała się dużo bardziej zdrowa, szczęśliwa i aktywna. Teraz - mając lat 7 - nadal nosi buty ortopedyczne (swoją drogą również - okulary) i korzysta z rehabilitacji. Obowiązkowe ćwiczenia gimnastyczne zawsze odbiera jako coś atrakcyjnego. Jest to okazja do wspólnego wyjazdu z tatem. Ma szansę na skuteczną korektę wad postawy i zapobieżeniu innych odchyleń od prawidłowej sylwetki".

Jako rodzice możemy teraz zastanawiać się co by było gdyby mama i tata nie zastanawiali się krytycznie nad "wygodną dla nich" spolegliwością dziecka. Polecamy również krytyczne spojrzenie na działania, które automatycznie są podejmowane dla rzekomego dobra dziecka. Bywają bowiem takie przypadki, że rehabilitant, zauważywszy, np. "efekt kolankowy", próbuje "pomóc" na własną rękę, proponując własne rozwiązania przed postawieniem diagnozy przez ortopedę (np. dodatkową odpłatną rehabilitację, czy "naciąganie kolanka" (sic!)). Nie dajmy się zwieźć "szybkim diagnozom". Kiedy pojawiają się wątpliwości, warto wybrać się do rzetelnego ortopedy, który zbada sprawę dokładnie, posługując się wiedzą i narzędziami typu RTG.

Polecamy też otwartą rozmowę rodziców z lekarzami, zakładając, że wielu z nich (tych, którzy nie wątpią w swoje kompetencje) obdarza zaufaniem współpracujących rodziców. Rodzice godni zaufania to tacy, którzy kierują się dobrze pojmowanym dobrem swojego dziecka, a nie dewizą, że "lekarze są od leczenia, a my nie ponosimy za to odpowiedzialności". Jest to stwierdzenie tym bardziej fałszywe, im młodsze i mniej komunikatywne jest dziecko. Trudniej wtedy postawić trafną diagnozę i większe znaczenie mają dodatkowe spostrzeżenia (te od rodziców lub innych osób stale przebywających z dzieckiem tudzież wychowawczyń, rehabilitantek itp.).

Autor: Renata

Strona główna