Nauka sprzątania

Na placu zabaw, na stałe wyposażonym w zabawki, uważny przechodzień dostrzega kilka dziecięcych samochodów plastikowych ustawionych w zaskakującym porządku. W równym rzędzie, obok siebie, wszystkie według jednego klucza (np. przodem, równolegle) stoją kopary, "waderowskie" śmieciary, dźwigi, spychacze, traktory, modele furgonetek itp. Co to jest? Kto tak dba o porządek na tym placu zabaw? Z góry narzuca się odpowiedź. Pewnie dorośli: mamusie, tatusiowie, babcie albo opiekunki. Może dozorca? No, może bawiły się tu grzeczne dziewczynki ze szkoły. Tak może się wydawać komuś, kto widzi ową niezwykłą dekorację w porze drzemki, kiedy najmniejsze dzieci opuszczają plac zabaw. Zapytajmy jednak naocznych świadków, czyli mamy tych dzieci, które to zrobiły? Tak. Otóż okazuje się, że dwuletnie łobuziaki najpierw z zapałem obserwują parkingi, na których uczą się nazw marek samochodów (z uporem pytając: "To to jest?"), a następnie odtwarzają ów porządek parkingowy na placu zabaw lub na parapecie, we własnym domu.

Niesamowite jest to, jak malutkie dzieci uwielbiają porządek, zarówno w sensie przestrzeni, jak i czasu. Widać to w postaci materialnej, kiedy z pasją aranżują własne kąciki (np. piknik z kocyka, misiów, zabawkowych i prawdziwych garnków i serwetek), opisane wcześniej parkingi, czy układ na własnej półeczce ("Niech by im ktoś spróbował coś tam przestawić w trakcie zabawy?! Gwarantowana awantura!"). Przejawem niematerialnego poczucia porządku jest rytm snu i posiłków, który ustala się często już w pierwszym półroczu życia niemowlęcia.

My rodzice, jako pierwsi wychowawcy, możemy im w tym temacie pomóc lub (często nieświadomie i niechcący) zaszkodzić. Wymowne są tutaj przykłady. "Z naszą pierwszą córeczką pierwsze dwa lata spędziliśmy w mieszkaniu dziadków, gdzie nie było konsekwentnego wymagania, co do porządku. Dziecko w ciągu pierwszych dwóch lat poznało pojęcie porządku w praktyce, jako coś względnego. Zaowocowało to tym, że polubiło ono pokój usłany podartymi przez nie gazetami, klockami (nie zawsze przedstawiającymi konkretną budowlę) i pluszakami, to wszystko - jako swego rodzaju "porządek". W przyszłości trzeba się było mocno napracować, żeby wykorzenić owo niewłaściwe wyobrażenie porządku z głowy naszej córeczki. Kiedy miała trzy lata, jej brzemienna wówczas matka zbierała raz dziennie efekty darcia i rozrzucania z całego dnia, angażując dziecko i chwaląc na ile starczyło cierpliwości". Nieco inne obserwacje poczyniono w przypadku dwójki innych dzieci: "Półtoraroczna Madzia z upodobaniem chowała się do swojego ulubionego kącika (zawsze tego samego), kiedy siostra goniła ją podczas zabawy w berka". Parę lat później jej rodzice wyczytali w mądrych książkach, że małe dzieci przejawiają potrzebę porządku, preferując wybrane miejsca lub układy przedmiotów i czują się z tym bezpiecznie. "Dwuletni Szymek ustawia swoje samochodziki na parapecie (zasugerowanym przez mamę), wcześniej robił to z upodobaniem na dywanie lub w innych miejscach, zawsze w ściśle ustalonym przez siebie porządku. Kiedyś zauważył, że jego siostry wrzucają pluszaki do kącika za jego łóżeczkiem, gdyż tam się dobrze bawią. Po zabawie mają obowiązek zostawić to miejsce posprzątane (czytaj: puste). Po pewnym czasie Szymek zaczął tam wrzucać swoją ulubioną pluszową budę z Reksiem. Ciekawe dlaczego?".

Dzieci chłoną jak gąbka to, co jest wokół nich. Naśladują zachowania pozostałych członków rodziny (rodziców, rodzeństwa, dziadków - jeśli z nimi mieszkają) i traktują ich jako wzorce. Na podstawie tych doświadczeń budują nawyki zachowań, którymi potem jesteśmy zachwyceni lub, z którymi musimy walczyć my rodzice, jak również (teraźniejsi lub przyszli) inni wychowawcy. Nietrudno się domyślić, że jeżeli odpuścimy sobie temat porządku, wychodząc z założenia, że tam gdzie są dzieci musi być totalny bałagan, to pewnie tak będzie i to nie tylko we wczesnym dzieciństwie. I przeciwnie, jeżeli sami lubimy porządek, to "zarazimy nim nasze dziecko". Przy odrobinie wyobraźni i cierpliwości oraz minimum uprzejmości i wdzięcznego uśmiechu, możemy dać dziecku dobry przykład. Z resztą wystarczy poświęcić trochę czasu i uwagi dziecku obserwując go ukradkiem, a dostrzeżemy jak wiele własnej inicjatywy przejawia ono w takich czynnościach, jak układanie, przekładanie, wkładanie i wyjmowanie małych przedmiotów z dużych (lub odwrotnie, jeżeli się da :)), sprawdzanie "co, do czego pasuje" i "jak to działa".

Dajmy im przykład, ale przede wszystkim szansę! Możemy przeznaczyć dla maluszka jedną lub dwie półeczki na naszym "dorosłym" regale, gdzie wspólnie ułożymy jego dobytek. Możemy przekazać mu "pod zarząd" jakąś śliczną szufladę (przekładając część własnych bibelotów w inne miejsce). Ma to tym większy sens, gdy mebel jest zlokalizowany w zasięgu małych rączek, a przez to bywa zarzewiem konfliktu. Zamiast walczyć w obronie każdej części własnego dobytku, warto podzielić się z dzieckiem nawet tym, co dla nas najcenniejsze i najładniejsze. Będzie to dla niego cenna i godna naśladowania lekcja hojności i estetyki. Dużą szansą dla adepta sztuki sprzątania są nieduże pudełka (np. z plastiku, kartonu albo obleczone bawełną) lub koszyczki, używane zamiast dużych przepastnych pudeł na zabawki, z których łatwo wszystko na raz wysypać, a bardzo trudno potem to wszystko... z powrotem wrzucić.

Pomocne mogą być również dziecięce lub "dorosłe" wieszaczki lub bezpieczne haczyki, umieszczone na poziomie dostępnym dla szkraba. Zawieszanie, zbieranie, porządkowanie (nawet wycieranie kurzu małą czystą ściereczką), klasyfikowanie zabawek (np. samochodziki - razem na parking, misie - idą spać lub siedzieć na półeczkę, piłki do szuflady itp.), rozkładanie "obrusiku" z flanelowej pieluchy: może być doskonałą zabawą zarówno dla dziecka, jak i dla mamy. Niesamowitą radość sprawia możliwość pomagania w drobnych codziennych pracach, np. podawanie poduszek przy ścieleniu łóżek. Dzięki nim maluszek czuje się szczególnie potrzebny i uczy się codziennych obowiązków, a każda serdeczna pochwała buduje jego poczucie własnej wartości. "Mój dwulatek z wielką satysfakcją i uśmiechem od ucha do ucha mozoli się codziennie przez całe łóżko, by przynieść mamie poduszkę, która w dzień "śpi" w szafie. Mówi przy tym jedno z najcudowniejszych słów, które usłyszał, kiedy pierwszy raz przyniósł poduchę: "dzięki". Wielkie dzięki Szymonku !!! :). I tak codziennie!"

Autor: Renata

Strona główna