Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie

"Przynosili Mu również niemowlęta, żeby na nie ręce włożył, lecz uczniowie, widząc to, szorstko zabraniali im. Jezus zaś przywołał je do siebie i rzekł: 'Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie i nie przeszkadzajcie im: do takich bowiem należy królestwo Boże. Zaprawdę powiadam wam: Kto nie przyjmie królestwa Bożego jak dziecko, ten nie wejdzie do niego'." (Łk 18, 15-17)

Sprzeciw wobec dzieci

Uczniowie SZORSTKO zabraniali... Podczas Mszy Świętej rodzice, którzy przyprowadzają małe dzieci, doświadczają owej szorstkości współczesnych "uczniów" lub "pseudouczniów", uczęszczających do Kościoła. Dlaczego to smutne doświadczenie odrzucenia dzieci ma wciąż miejsce w Kościele? Mimo, iż Pan Jezus wyraźnie się mu sprzeciwił? Przyczyna tkwi zapewne w głębi człowieka, ale też i w mentalności społeczeństwa. Dzisiaj, bardziej niż kiedykolwiek, żyjemy w cywilizacji wygody. Można brutalnie stwierdzić, że "dzieci są niewygodne". Bez wątpienia wymagają poświęcenia i ciągłej uwagi ze strony osób odpowiadających za nie w danym momencie (w szczególności - podczas Mszy Świętej). Pojawia się pytanie dlaczego absorbują uwagę niektórych ludzi, którzy absolutnie nie ponoszą za nie odpowiedzialności? Być może są wyrzutem sumienia, osób które próbują rodziców tych dzieci obarczyć odpowiedzialnością za swoje rozproszenia, brak miłości i wierności wobec Boga w tym momencie Najświętszej Ofiary, w którym powinni podjąć wysiłek aby bardziej kochać Boga i innych ludzi ("nawet te dzieci, które nie wiedzą po co tutaj są").

Dlaczego nawet niemowlęta

Być może wielu ludzi zadaje pytanie jaki jest sens przyprowadzania maluchów do Kościoła. Sens jest bardzo głęboki. Wiara i zaufanie do Boga to najcenniejsze dziedzictwo, jakie rodzice mogą przekazać swoim dzieciom. Badania w dziedzinie wychowania w rodzinie pokazują, że już od najwcześniejszych miesięcy człowiek jest wrażliwy na uczucia najbliższych. W związku z tym już od niemowlęctwa przyswaja "temat" miłości i praktyk religijnych. Według badań na temat okresów sensytywnych (czyli okresów szczególnej wrażliwości) wynika że najlepszy czas na "Miłość do Boga" i "Przykład rodziców" w tej kwestii to wiek: 0-6 lat. Okres sensytywny na "Praktyki religijne" jest podobny lecz nieco dłuższy. Przypada na wiek: 0-8 lat. Polecamy odniesienie się do tabeli okresów sensytywnych zamieszczonej niżej:


ZESTAWIENIE OKRESÓW SENSYTYWNYCH (źródło: F. Corominas "Wychowywać dziś")

Rodzice bardziej aktywnych maluchów nie mają innego wyboru, niż "Msza chodzona" naznaczona rozproszeniami, jeżeli decydują się na uczestnictwo w Eucharystii z całą rodziną (nie wyłączając obecności nawet najbardziej psotnych dzieci). Trudniej jest to zrozumieć i zaakceptować tym, którzy pojmują modlitwę i Eucharystię jako wyrwanie się ze świata materialnego. Tym czasem dzieci są na wskroś materialne. Jednak Pan Jezus stawia nam za przykład dzieci mówiąc: "do takich bowiem należy królestwo Boże". Niewątpliwie dzieci potrafią "praktykować" to, co jest bardzo ważne w relacji człowieka z Bogiem - całkowitą zależność od Kogoś. To, co wyróżnia dzieci, to nie niewinność, z którą się najczęściej utożsamia dzieci (one przecież w drobnych sprawach, z których składa się ich życie, nie zawsze są takie niewinne). Najbardziej "dziecięca cecha w dzieciach" to ufność wynikająca z tego, że całkiem zależą od rodziców. Ufność jest też cechą postawy dziecka Bożego. Stając przed Bogiem jak dziecko (w prostocie i szczerości) uświadamiamy sobie nasze ludzkie braki i błędy. Wtedy musimy liczyć na Boże przebaczenie, musimy ufać Jego Miłosierdziu. O ile mniej dzieci są winne wobec nas, niż my wobec Boga. Modlimy się modlitwą "Ojcze nasz", mówiąc: "i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom".

Nieporadność i infantylizm

Możemy popatrzeć na tych "małych piratów Kościelnych" z miłością miłosierną. Tak, jak Jezus patrzy na nas. Dzieci są takie jak my wobec Boga. Z powodu swej nieporadności i niedojrzałości często popełniają błędy, częściej niż my - w sposób nieświadomy, więc tym bardziej trzeba im wybaczyć. Dopóki rodzice czuwają nad tym, żeby wszędobylski dwulatek nie zakłócał liturgii (przez głośne krzyki lub wkraczanie do prezbiterium podczas Mszy Świętej), wszystkie szorstkie gesty i komentarze wiernych są nieuzasadnione i przynoszą więcej szkody i przykrości niż pożytku. Nie ma sensu wymagać od kilkulatka dojrzałości do jakiej jeszcze nie dorósł. Od dorosłych - przeciwnie można oczekiwać wyrozumiałości i miłości, która w niektórych przypadkach sprowadza się do tego o czym mówi Jezus: "Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie i nie przeszkadzajcie im". Zamiast tropić psoty cudzego dziecka i szukać powodów do krytyki jego rodziców, warto skupić się na tym, co można zaobserwować w nim dobrego (jeżeli już musimy obserwować), co pochodzi niewątpliwie od Boga Stwórcy, który podtrzymuje tego malca w istnieniu i pozwala mu rozwijać się i wzrastać w łasce. Swoją drogą niejeden trzyletni psotnik, który dopiero co nauczył się mówić, zna już na pamięć "Ojcze nasz" i podczas Mszy, z otwartymi rączkami modli się z takim zapałem, że można uczyć się od niego wiary i miłości.

Autor: Renata

Strona główna