Budować mosty

Od najmłodszych lat starałam się wpajać dzieciom zamiłowanie do dobrej lektury, bardzo dużo czytając na głos. Były to wspaniałe chwile wyciszające, będące okazją do przytulenia na sofie i wspierające rozwój mowy i wyobraźni. Kiedy dzieci były nieco starsze i same sięgały po lekturę, wraz z mężem staraliśmy się podsuwać im wiele książek oraz innych dobrych form rozrywki, kierując się własnym osądem lub zasięgając rady osób doświadczonych (również innych rodziców) godnych naszego zaufania. Dopóki dzieci przyjmowały to, co im proponowaliśmy, relacje układały się bezkonfliktowo. Pełna współpraca i zaufanie do autorytetu rodzicielskiego. Problemy pojawiły się, kiedy, wraz z wejściem w okres dorastania, pojawiło się krytykowanie.

W późnym wieku podstawówki dzieci przestały chętnie mówić o tym, czym żyją i komunikacja najwyraźniej zaburzyła się. Niestety kończył się już złoty wiek wychowania* i nasze latorośle zaczęły wielkimi krokami wchodzić w epokę dorastania. Rozpoczął się czas poszukiwania własnych dróg i kontestowania dotychczasowych propozycji oraz walki o własne wybory. Krytykowanie, skądinąd naturalne w wieku dorastania, objawiało się we wzmożonej wersji w wykonaniu moich dzieci. Było to następstwem wzrastania w atmosferze krytycyzmu.

Od razu zaznaczę, że moje relacje od dawna oscylują pomiędzy: "całkiem dobrze się dogadujemy" a "iskrzy". Ostatnio jednak role nieco się odwracają;). Teraz częściej to ja, a nie moje dzieci i to co one robią, podlegam krytyce. I jeżeli jest to konstruktywna krytyka to bardzo dobrze.

Lampka w mojej głowie pojawia się w związku z kultowym w naszej rodzinie, tematem "czepiania się do Baśnioboru"** i uwag typu: "Mamo, bo ty od razu krytykujesz, chociaż czegoś nie znasz". Mimo moich dobrych intencji (w tym szczególnym przypadku: chęci uchronienia dorastających dzieci przed zgubnym wpływem magii), najwyraźniej moja strategia "ochrony pod kloszem" nie zdała egzaminu.

Ogólna refleksja, którą chciałam podzielić się w tym artykule jest taka, że zawsze lepiej będzie zaczynać od uczciwego poznania tematu, zanim uznam jakieś zachowanie za niewłaściwe. Krytykowanie bez uprzedniego wysłuchania i poznania skutkuje jedynie tym, że wyraziłam swoje zdanie, ale zamknęłam drogę dotarcia do duszy młodego człowieka, który ma prawo do poznawania świata i poszerzania granic wolności. Z czasem przekonałam się, że po pierwsze warto słuchać z oczami i sercem szeroko otwartymi, żeby poznać świat, który wciąż się zmienia i, za którym ciągle nie nadążamy. To nie jest już mały świat dziecka, pod moją kontrolą, to coraz szersze horyzonty młodego człowieka. Chcąc słuchać, trzeba umieć znaleźć czas i zastosować zasadę niekrytykowania, dawania przestrzeni, patrzenia z optymizmem i otwartością.

Gderanie, zgorszenie, postawa zamknięcia w swoich schematach, tworzy postawę zamknięcia drugiej strony rozmowy i jedyne co "zyskuję" to konflikt międzypokoleniowy. W przeciwieństwie do tego docenienie i dostrzeżenie dobrych pragnień buduje mosty i otwiera na dialog. Zawsze warto szukać tego co łączy.

*ZESTAWIENIE OKRESÓW SENSYTYWNYCH (źródło: F. Corominas "Wychowywać dziś")

**"Baśniobór"- cykl książek fantazy amerykańskiego autora Brandona Mula

Autor: Renata Billewicz - z zawodu i pasji - mama - menedżer, autor i redaktor stron www.wychowanie.com.pl, mama trójki nastoletnich dzieci.

Strona główna