Odmładzające dodatki

Żona nie powinna tracić świeżości swojego image z czasów narzeczeńskich. Przeciwnie - powinna ją rozwijać dla męża i dzieci. Może przypomnieć sobie beztroskie czasy studenckie, konfrontując je z aktualnymi trendami panującymi wśród młodszych kobiet. Nie trzeba bezkrytycznie naśladować wszystkich propozycji współczesnej mody. Jednak od młodzieży i dzieci dużo się można nauczyć. Dzięki nowemu spojrzeniu możemy poczuć się świeżo, uświadamiając sobie jednocześnie korzyści wynikające z naszego stanu. Mamy już za sobą czasy niepewności i niepokoju co do naszej przyszłości zawodowej i osobistego powołania. W kontekście powołania małżeńskiego można dostrzec zadanie, a nawet obowiązek dbania o zdrowe spojrzenie.

Nieoficjalny wygląd zewnętrzny jest "wierzchołkiem góry lodowej" naszego wnętrza i relacji z najbliższymi. Skoro mamy już swojego "księcia z bajki", to naszym zadaniem jest między innymi dbanie o niego, o siebie, o rodzinę, którą tworzymy, o dzieci (których nie wychowujemy bynajmniej dla siebie, bo kiedyś nas opuszczą) i o nasz niepowtarzalny związek małżeński. Nie możemy pozwolić na to, żeby nasz "książę" był zmęczony ani też "zamęczony" wyglądem żony. Wręcz przeciwnie: brońmy się przed znużeniem... Kobiecość jest zawsze w modzie i to bez względu na wiek. Nie trzeba mieć na każdy dzień w roku odrębnej kreacji, ani 365-ciu par butów, ani 100 metrów kwadratowych garderoby, żeby to wszystko pomieścić. Wystarczy każdy dzień ożywić nawet małym zestawem dodatków, które same w sobie (a tym bardziej w różnych zestawach), tworzą masę kombinacji. Apaszkowe lub szalowe fantazje, korale, kolczyki, bransoletki, paski, klamerki, buty, a czasem nawet - wyjątkowe skarpetki mogą ożywić nasz oficjalny image. Jeszcze więcej pola do popisu daje wygląd nieoficjalny, zarezerwowany dla domowników, gdyż tutaj nie obowiązują nas żadne sztywne reguły co do ubioru. Możemy zaserwować sobie nawet bal przebierańców jeżeli są do tego chętni.

Kto powiedział, że w domu mamy chodzić w wyciągniętym sweterku, starych dresach, czy byle jakiej podomce? Niekoniecznie musimy silić się na szczyty ekscentryczności, do której zachęcają wystawy sklepowe. Zawsze jednak możemy wybrać coś dla siebie, co wprowadzi ciepło, poczucie humoru i dziecięcą beztroskę do naszego prywatnego wizerunku. Warto czasem zaszaleć i kupić sobie coś ze stoisk dziecięcych. Zwłaszcza, że część matek kwalifikuje się na rozmiary większej nastolatki. Dla przykładu: na metkach młodzieżowych kolekcji "Zary", czy "ReKids" widnieją rozmiary dla młodzieży w wieku 13 - 14 lat i oznaczają one wzrost 164 lub 170cm. Czy wiele matek po trzydziestce ma więcej centymetrów wzrostu? Na pewno nie. Inna sprawa, że pozostałe gabaryty mogą odbiegać od obwodów nastolatki. Ale i ten problem da się rozwiązać. Można np. kupić sukienkę plażową o luźnym fasonie (pod koniec wakacji w jednym z dziecięcych sklepów firmowych były świetne tęczowo-różowe sukienki w rozmiarze 170cm dla nastolatek, a do nich różowe bolerko).

Można też zdecydować się na "odmłodzenie stroju" przez skarpetki z kolorowymi palcami lub w tęczowe paski. Ich założenie zapewni świetną zabawę mężowi i dzieciom, zwłaszcza maluchom, które chodząc na czworakach, chętnie zauważą tę wyjątkową część garderoby.

Dzieci są wielkim skarbem, również w kwestii inspiracji co do tego, jak żyć, aby być szczęśliwym. Od nich uczymy się świeżości i radości. Zapożyczmy od nich beztroskę i zaufanie, które rodzą wewnętrzny spokój. Macierzyństwo uczy odpowiedzialności, ale też "odświeża ducha". Obserwujmy i włączajmy się w ich zabawy. Spróbujmy "naśladować" ich skłonność do śmiechu. Wywołujmy ich śmiech nie tylko łaskotkami i własnym "uśmiechem numer 5". Stańmy do boju "na żarty". Dzieci 5-letnie uwielbiają żarty i kawały. 2 letnie maluchy "zarażają się śmiechem" nawet jeżeli nie rozumieją żartu. Takie sytuacje same wywołują spontaniczny uśmiech rodziców. Nie bójmy się lawiny śmiechu. Wywołujmy ją i doceniajmy tych małych ludzi.

Autor: Renata

Strona główna